Nadzieja, 72-letnia kobieta, całe swoje życie spędziła na wsi, ciężko pracując w fermie drobiu. Wyczerpująca praca fizyczna i codzienne obowiązki domowe stopniowo nadwyrężyły jej zdrowie, a z biegiem lat całkowicie straciła wzrok.
W młodości Nadzieja koncentrowała się na zarabianiu pieniędzy, by poprawić swoje warunki bytowe, zaniedbując życie osobiste. Dopiero po czterdziestce zdała sobie sprawę, jak trudno będzie znaleźć partnera życiowego: wielu mężczyzn ze wsi było już żonatych, niektórzy popadli w alkoholizm, a inni wyjechali do miasta w poszukiwaniu lepszego życia.
Los zetknął ją z Eugeniuszem, traktorzystą, z którym przez lata pracowała na farmie. Ich znajomość przerodziła się w romans, ale mężczyzna okazał się nieodpowiedzialny: często znikał z przyjaciółmi, upijając się do nieprzytomności. Po roku zwodzenia jej i braku gotowości do poważnego związku, Nadzieja postanowiła zakończyć tę relację. Jednak to Eugeniusz pierwszy zniknął z jej życia, co uznała za szczęśliwy zbieg okoliczności.
Wkrótce potem odkryła, że jest w ciąży, ale postanowiła nie informować o tym Eugeniusza. Kilka miesięcy później mężczyzna zginął w pożarze własnego domu po kolejnej pijackiej libacji. Nadzieja urodziła syna, Maksymiliana.
Od najmłodszych lat Maksymilian wykazywał buntowniczy charakter. Nadziei było trudno radzić sobie z energicznym i upartym dzieckiem, które wymagało ciągłej uwagi. Już w szkole podstawowej często wzywano ją na rozmowy dotyczące zachowania syna. Maksymilian był zuchwały, nie uznawał autorytetów, a matczyne upomnienia traktował obojętnie. Jego nieustraszoność często prowadziła go do kłopotów, co było źródłem nieustannego stresu dla matki.
W wieku nastoletnim Maksymilian sprawiał jeszcze więcej problemów. Nadzieja wielokrotnie płakała, mając nadzieję, że syn się zmieni. Często spotykała się z dzielnicowym, który groził, że zajmie się chłopcem bardziej stanowczo. W wieku 20 lat Maksymilian oznajmił matce, że wyjeżdża na północ do pracy w systemie zmianowym. Nadzieja próbowała go odwieść od tego pomysłu, ale wiedziała, że to bezcelowe.
Po trzech wyjazdach i powrotach, Maksymilian zniknął bez śladu. Przyjaciółka Nadziei, Walentyna, starała się ją pocieszać:
— Twój Maksymilian wróci, gdzieżby indziej miał pójść? Może tam poznał dziewczynę i postanowił zostać.
— Nie, tu jest coś więcej — odpowiadała Nadzieja ze łzami w oczach. — Znam go, u niego nic nie dzieje się bez powodu. Oby tylko wrócił zdrowy.
Jednak lata mijały, a od Maksymiliana nie było żadnych wieści. Nadzieja publikowała ogłoszenia w gazetach, kontaktowała się z szpitalami, próbowała odnaleźć go przez współpracowników i firmę, w której pracował, ale bezskutecznie.
Minęło dziesięć lat. W tym czasie Maksymilian ani razu się nie odezwał. Z powodu ciężkiej pracy i ciągłych zmartwień Nadzieja całkowicie straciła wzrok. Jej wiernym towarzyszem stał się duży pies, Polkan, który nigdy nie odstępował jej na krok.
Trzy lata temu zmarła Walentyna, pozostawiając Nadzieję samą z jej bólem. Nie miała już nikogo, kto mógłby ją wspierać. W ich odległej wiosce rzadko pojawiali się nowi ludzie. Starzy mieszkańcy umierali, a młodzi wyjeżdżali do miast. Zamieszkanych domów pozostało nie więcej niż dziesięć. Tak Nadzieja spędzała swoje dni w starym domku na skraju wsi.
Złota, 24-letnia listonoszka, z sympatią odnosiła się do niewidomej staruszki i często ją odwiedzała, nawet poza godzinami pracy. Nadzieja nie otrzymywała gazet ani czasopism, nie mogła już czytać. Słuchała jedynie radia lub telewizji. Złota robiła dla niej zakupy, pomagała w domu, czasem czytała książki lub czasopisma na głos.
— Leoniwno! — wołała sąsiadka Swieta. — Uważaj! Mówią, że pojawili się jacyś pośrednicy nieruchomości, kręcą się wokół, coś wypatrują